niedziela, 22 lipca 2012

Po rozum do głowy

Niewiele osób stara się unikać chemii występującej w postaci kosmetyków nafaszerowanych detergentami, mając nadzieję, że nie zaszkodzą one. 
Ale mało kto myśli codziennie o tym, że wszystkie chemiczne dodatki niszczą naszą skórę, powodują jej szybsze starzenie. 
Możemy jednak ten proces zahamować łagodnym traktowaniem naszego ciała - po matczynemu. 

Jeśli mamy problem z cerą lub dzieje się coś nie tak w naszym wnętrzu, nie zwalczajmy go atakiem – drogeryjnymi kosmetykami, czy lekami. Nasz organizm nie akceptuje ich, ponieważ zdecydowana większość z nich (mówię to z całym przekonaniem) jest po prostu syntetyczna, a nasz organizm odrzuca sztuczne lub obce składniki, podobnie jak może odrzucić przeszczepiony narząd.

Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że wszystko czym się smarujemy, myjemy, wcieramy w siebie każdego dnia, zawiera w sobie szkodliwe substancje, które są wchłaniane w głąb organizmu i zalegają w nim, niszcząc narządy wewnętrzne lub głębsze warstwy skóry, tym samym powodując błyskawiczne starzenie się, czy inne problemy.

Podobnie jak nie zdajemy sobie sprawy, że zwykłe podstawowe składniki występujące w praktycznie każdym kosmetyku, np. słynne Paraffinum Liquidum, powstaje z ropy naftowej. Równie dobrze można smarować się na co dzień olejem silnikowym.
Wyżej wspomniany składnik nie przenika przez skórę, ale zalega na niej, wysuszając ją, zatykając pory – po prostu ją dusząc. Daje chwilowy efekt w postaci nawilżonej, gładkiej błyszczącej skóry – ale jest to jedynie tłusty film, który nic dobrego z naszą skórą nie robi.

Jeśli nie potrafisz obyć się bez drogeryjnych kosmetyków, przebadaj chociaż dokładnie ich skład. Dowiedz się, z czego są zrobione nim odważysz się posmarować nimi twarz.
Producenci kosmetyków stosują wiele sztuczek, obiecując złote góry. Najprostszy marketingowy chwyt, który zauważyłam na praktycznie każdym opakowaniu:

Producent wymienia wszystkie cenne składniki zawarte w kosmetyku, a obok każdego z nich umieszcza informację, jakie korzyści przynosi.
Np. ALOES – łagodzi podrażnienia, regeneruje podrażnioną skórę, głęboko nawilża, itd.
Nie udziela jednak informacji, że to krem przynosi nam takie korzyści, a jedynie opisuje właściwości każdego składnika z osobna, który zresztą po obróbce, a nawet w czasie hodowli zatracił całkowicie swoje właściwości (takie właściwości zachowują jedynie kosmetyki organiczne, które zresztą też często w składzie mają kilka dodatków w postaci konserwantów).

Jestem przekonana, że po głębszym przebadaniu składu kosmetyków, użytkownikom otworzą się oczy – jak wielką szkodę wyrządzają swojemu ciału. Nic dziwnego, że stosując kosmetyki drogeryjne, potrzebujemy ich coraz więcej, ponieważ to co robią one z naszą skórą, włosami jest tylko chwilowe – uzależniamy je od silikonów, sztucznych detergentów, nieświadomie niszczymy skórę alkoholem pod płaszczykiem cudownego działania owego kosmetyku, który z drugiej strony ma zapewnić chwilowe wygładzenie, byśmy nacieszyli oczy i pobiegli po drugie opakowanie. Jeśli jednak tego nie zrobimy, pojawiają się oznaki odstawienia – skóra staje się jak nigdy sucha, zniszczona, podrażniona, w zależności od tego co zawarte było w kosmetyku (albo lepiej - detergencie). Dlatego nawet ten, który posiada najlepsze recenzje, w rezultacie narobi więcej szkód niż dobrego.

Pomyśl, że każdego dnia do smarowania twarzy używasz cudotwórczego kremu np. z dodatkiem ACE (popularnego wybielacza) – czy mając świadomość tego, kontynuowałabyś ten zabieg nadal?
Podobnie jest z kosmetykami, które dostępne są wokół nas – bez wiedzy na ich temat możemy wyrządzić swojemu ciału wiele krzywdy. Często nie jesteśmy świadomi tego co jest w nich zawarte nie uważając tego za istotne.

Każdy z nas ma wybór. Ja wybieram zdrowe ciało i bezproblemową skórę, stosując domowe metody – nigdy jeszcze się na nich nie zawiodłam w porównaniu do wielu kosmetyków, których używałam wcześniej. Tym sposobem po wielu latach stosowania detergentów, doprowadziłam swoją skórę do ładu, a organizm do równowagi. To właśnie delikatne traktowanie jest tym brakującym ogniwem, które jest całym sekretem zdrowego organizmu.

A Ty co wybierasz?

5 komentarzy:

  1. rewelacyjny post!!! bardzo szkoda , że tak mało ludzi zdaje sobie z tego sprawie

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie! Sama prawda, ja się jeszcze ucze tego przechodzenia na naturalne, ale widzę, że od Ciebie się dużo naucze :0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawe posty. Dające dużo do myślenia. Prosiłabym o kilka wpisów: m.in. jak wygląda Twoja codzienna pielęgnacja? jakiego kremu używasz? jakiego żelu pod prysznic? Czy pasty do zębów? ciekawi mnie jak w naturalny sposób dbać o swoją skórę i cerę, rezygnując z drogeryjnych kosmetyków oszczędzając przy tym czas i pieniądze. bardzo serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja codzienna pielęgnacja... hmmm :)
      Nie ograniczam się tylko do domowych kosmetyków niestety, ponieważ niestety nie zawsze mam czas, żeby je sobie przygotować albo, żeby z nich korzystać. Jednak zawsze muszę je przetestować :)

      Jeśli chodzi o kremy - na obecną chwilę używam kremu do twarzy i ciała Babydream - taki w niebieskiej tubce, w Rossmannie kosztuje około 4zł. Na razie nie stworzyłam idealnego kremu, dlatego poprzestałam na tym, póki czegoś nie odkryję. A babydream ma chyba najbardziej przyzwoity skład z dostępnych w drogeriach, który nie niszczy skóry (nie tylko dzieci) :)

      Żel pod prysznic - hmmm też bywa różnie. Jeśli chodzi o naturalną pielęgnację przede wszystkim skupiam się na twarzy, dlatego do mycia ciała również używam żelu z serii Babydream (ok. 5zł) :D Czasami dolewam do niego odrobinę mleka w czasie mycia. Wtedy skóra jest delikatnie napięta i bardziej miękka, znikają zaczerwienienia.
      Niestety nie wszystko da się zastąpić naturalnymi kosmetykami, nad czym ubolewam, ponieważ nie lubię kłaść na siebie chemicznych dodatków. Dlatego jeśli nie mam substytutu w postaci naturalnego kosmetyku, ograniczam się chwilowo do kosmetyków z serii Babydream właśnie.

      Jeśli chodzi o cerę - tutaj bywa różnie. Czasami stosuję OCM, czasami korzystam z przepisu Anielskiej-Anieli na myjącą papkę do twarzy z mąki owsianej i mleka. Po umyciu zawsze smaruję twarz mlekiem, a do kremu czasami dodaję kapsułkę z witaminą E (Tokovit E 400 - to jedna z niewielu witamin E wyodrębnionych z olejów roślinnych, a nie syntetycznych) lub używam maści ochronnej z witaminą A (Hasco lek), zwłaszcza w zimie i chłodne dni, kiedy skóra potrzebuje bardziej gęstego i tłustego filmu.
      Dzięki temu nie mam żadnych problemów z cerą :)

      Kiedyś postaram się rozwinąć temat, póki co stosuję się do tych zabiegów. Polecam przede wszystkim mleko - ponieważ to cudny kosmetyk, który potrafi wiele zdziałać :)

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń

Z pozdrowieniami, Łobuzińska :)

 
;